codzieność kołem się toczy...
piątek, 18 maja 2012

to była najszybsza rekrutacja na świecie:)

oby byłą równie trafiona.

Dziewczynka jest młoda, miła i chętna do nauki nowych obowiązków.

przeszłam z nią tą straszną rozmowę kwalifikacyjną, przeszłam rozprawę z szefem, który pytał czy to dziecko co chcę zatrudnić to to samo dziecko co sprzedaje u nas na dole co rano kanapki:)

powiedziałam ze tak. To samo.

Jest ładna miła sympatyczna i chciałaby pracować w normalnej firmie a nie w cateringu:)

na szczęście nie miał nic przeciwko:)

i ja od przyszłego tygodnia muszę z dziewczynami ją zacząć szkolić. I dobrze.

Poprzednia dziewczyna byłą trochę nietrafiona, a teraz niech się w innym dziale realizuje:)))

Ufff. Tak nie lubię rekrutacji, z żadnej strony:)

 

 

 

16:19, bombelkowo , życiowo
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 maja 2012

Mój ulubiony dział HR oznajmił, że zabiera moją recepcjonistkę w ramach awansu wewnętrznego i muszę sobie znaleźć i wyszkolić nową.

No świetnie!

Jak myślę o rekrutacji to mi słabo:(

Praca super  bo firma fajna ale niestety kiepsko płatna - dlatego musi być to ktoś w miarę świeży komu bardziej zależy na zebraniu doświadczenia i podstaw do dalszego rozwoju niż osoba z cv na kilka stron. Czyli młoda osoba.

Może macie kogoś kto desperacko szuka pracy a jednocześnie nada się na takie stanowisko w korporacji?

Angielski obowiązkowy, przynajmniej w stopniu swobodnej komunikacji o bzdetach:)

Nienawidzę rozmów kwalifikacyjnych - z żadnej strony:)

 

 

 

 

wolność jest fajna ale już mi się tęskni za Maksiem.

dziś już czwarty dzień.

W domu pusto i cicho.

Okropnie.

Tyle że się wysypiam:))))

zasypiam i budzi mnie rano budzik dopiero i to jest niezłe.

Szkoda ze nie mogę tak bezkarnie pospać tylko muszę się zrywać do pracy.

Ale napisałam jedną pracę zaliczeniową. Znalazłam badanie, które muszę przetłumaczyć ale mama jeszcze chytry plan pozbyć się tej prezentacji.

Trochę poczytałam na kolokwium ale słabo - to muszę nadrobić, może nawet dziś:)

Byłam w kinie:) na świetnym filmie francuskim "Nietykalni". Wzruszający, śmieszny, prawdziwy. I muzyka taka fajna. Pozostawia po sobie trwały ślad.

Gorąco polecam:)

aaaa i był pan od prania dywanów:) czyste są nareszcie od miesiąca się zbierałam, tylko pogoda kiepska do schnięcia.

Czyli naprawdę dużo nadrobiłam ale i tak za małym tęsknię. I martwię się że on tęskni za mną;(

A to jeszcze aż do niedzieli.

Ale Adam już jutro do niego rano jedzie, więc przynajmniej tatę będzie miał. Nie tylko dwie babcie;)

a mam nadrobi w niedzielę popołudniu, po zajęciach.

i jeszcze ta pogoda wstrętna - nic mi się nie chce, nadal:)

ale może jutro spędzę miły wieczór z koleżanką - mam nadzieję że nic jej nie wypadnie.

a w sobotę przyjeżdża moja siostra i tez mamy do kina skoczyć.

Więc nie jest tak źle:))))

 

a jako przyszły psycholog uważam co następuje:))(())

 

 

 

 

Tagi: wolność
15:38, bombelkowo , życiowo
Link Komentarze (2) »
piątek, 11 maja 2012

w końcu piątek, chociaż powinnam powiedzieć "ojej już piątek" bo nic konstruktywnego nie zrobiłam w tym tygodniu:(

zwłaszcza jeśli chodzi o szkolę.

Mam wyrzuty sumienia okropne, wkurwiona wręcz na siebie jestem, ale nie zmobilizowałam się.

Tak więc dzis wywożę mego syna jedynego na tydzien do Lublina do babci.

opiekunka chciała tydzień wolnego ale ja sobie tygodnia nie mogę zrobić wiec mały musi odbyć tydzień wakacji u babci.

Czy chce czy nie:)

a ja mam już wielkie plany:

1) wyśpię się

2) nadrobię szkołę

3) nadrobię porządki w domu

4) nadrobię pracę bez wyrzutów sumienia ze siedzę po godzinach

5) do kina pójdę

6) z mężem pogadam - bo zwykle nie mam czasu

7) i w ogóle będzie luz blues:)

wiem jestem matka wyrodna ale tak strasznie potrzebuję tej chwili bez dziecka.

Żebym chociaż jeden punkt z listy zrobiła to i tak będzie cudnie:)

wiec teraz muszę maksymalnie z nim pobyć do niedzieli wieczór żebym potem mogła tydzień potęsknić, za dzieckiem moim jedynym:)

ech co za cudowna perspektywa:))))

nie miałam takiego czasu od porodu

dosłownie dwa razy po dwa dni byłam bez małego - tak zawsze jesteśmy razem.

Nie wyjeżdżałam z mężem sama nigdzie od dwóch lat, zawsze z małym.

Należy mi się. Tak uważam:)))

 

 

 

 

 

 

Tagi: wolność
16:20, bombelkowo , życiowo
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 maja 2012

Dziś próbuje się zebrać do pracy.

Łatwo nie jest:) zupełnie się rozleniwiłam.

Nad morzem było miło, spokojnie i zimno:) nic nie skorzystałam z upałów, nie mówiąc już o opalaniu czy letnich ciuchach.

ale mały powdychał morskiego powietrza, ja pobiegałam, bo poranki były piękne, pospacerowaliśmy i pojedliśmy ryb - choć z tym to bez przesady:)

a od wczoraj robię listę zaległości i tego co mnie czeka - głownie w szkole, tez w pracy i trochę w domu.

Wolny czas ma to do siebie ze zaległości się niebezpiecznie nawarstwiają:)

ale psychicznie odpoczęłam, tylko z tą werwą ciężej:)

ale zmobilizuje się, odnajdę w tym wszystkim sen, dam radę, bo kto ma dać radę jak nie ja?:)

 

 

Tagi: sens zycia
12:42, bombelkowo , życiowo
Link Komentarze (2) »
piątek, 27 kwietnia 2012

dziś miałam nad ranem senny koszmar.

Juz dawno nie zdarzyło sie tak, że otworzyłam oczy z ulga że to był tylko sen.

Śniło mi się że urodziłam drogie dziecko. Chyba dziewczynkę.

Urodziłam ją w domu poprzez cesarskie cięcie, nie wiem kto mnie przeciął i wyjął dziecko ale usłyszałam ze nie zszyją mnie spoworotem ponieważ to operacja w domu więc samo się zrośnie. Nota bene noc a nic nie bolało:)

dziecko nie płakało - martwiłam się.

ale tez byłam spanikowana - cała gama silnych uczuć- ja nie chce drugiego dziecka, nie mam dla niego zadnej wyprawki, w co ja go ubiorę, znów będę musiała po lekarzach biegać i czekać a kolki przejdą. I patrzyłam na piersi i myślałam - jesu znowu karmienie piersią, nie!!!!

Zadzwoniłam do mojego ginekologa i on nakrzyczał na mnie ze nie powiedziałam mu ze jestem w ciąży i skoro tak to on mnie do szpitala nie zabierze, sama mam sobie radzić.

A ja wtedy myślałam - jak ja sobie poradzę, a co z Maksiem - on jest taki zazdrosny o każde inne dziecko.

Sytuacja nie była ważna, były takie silne emocje które aż mną targały.

I ta ulga jak się obudziłam - bezcenna.

Interpretacja:

hmmm cóż, trauma macierzyńska nadal trwa. Jedno dziecko tak mi dało i daje w kość, niezależnie od tego jak bardzo go kocham, że nie wyobrażam sobie drugiego. Co więcej nie chce drugiego wcale, nigdy. Jedno zupełnie zaspokoiło moje kobiece ambicje. Wiem że to niepopularne poglądy ale mam to gdzieś. Nienawidziłam stanu ciąży - byłam generalnie nieszczęśliwa. Po porodzie pol roku cierpiałam pod kątem cycków i karmienia, do dziś na palcach jednej ręki mogę policzyć przespane noce a minęło już ponad dwa lata. Mam wieczne wyrzuty sumienia że nie poświęcam dziecku tyle czasu ile ono ode mnie potrzebuje a z drugiej strony czuję bunt bo chciałabym czasem coś spokojnie zrobić tylko dla siebie. A to szczyt egoizmu. Robię ale wyrzuty sumienia mnie nie opuszczają. I mogłabym wyliczać i wyliczać.

Oczywiście są też uroki macierzyństwa. Maksio jest cudownym dzieckiem. daje mi tyle radości. Ale mimo wszystko widzę nadal szereg ciemnych stron takich jak chociażby permanentny brak snu. I to mnie często frustruje. I ukazuje sie w snach:)

druga interpretacja to wczorajsza rozmowa z kolegą, który właśnie z żoną miał zabieg in vitro i czekają czy będzie ciąża czy nie. Żalił się że hormony jakoś nie bardzo wychodzą a jeszcze 10 dni do usg gdzie będzie można coś konkretnego zobaczyć. Bardzo się denerewował jak o tym mówił a ja odbierałam to mocno empatycznie. I musiało mi w głowie zostać skoro takie sny mam. Bo ja bym cvhciałą zeby im się udało. I zeby byli w ciązy bo wiem jak mu zależy. Jej na pewno tez:)

 

Polecam fajny artykuł na temat Matek Polek

http://www.instytutobywatelski.pl/5289/lupa-instytutu/nowa-matka-polka

Ja to bym chciała być MATKA - CZŁOWIEK. Walczę o to:)

 

 

 

 

 

 

czwartek, 26 kwietnia 2012

jeszcze tylko jutro i tyle dni wolnych:) jak fajnie.

Jak co roku wybieramy się nad morze. Wykupiłam już hotel kilka miesięcy temu, żeby mieć pewność ze nic nam planów nie pokrzyżuje:)

Zawsze jeździmy do Gdańska - Jelitkowa.

Mały był tam w brzuchu i potem jak miał niecałe 3 miesiące i potem jak miał rok i prawie trzy miesiące i potem jak miał półtora roku i teraz znów:)

Hotel jest fajny, ma basen i salkę zabaw dla dzieci i windę - fascynacja Maksa windami nadal trwa, podobnie jak schodami:)

Trochę to nudne wiem. To samo miejsce, te same tereny, znamy jak własną kieszeń.

I trochę te tumy ludzi np w Sopocie mnie przerażają. I ta nuda trochę. Ale zawsze to zmiana klimatu:) Mały zwsze tam lepiej spał w tym morskim powietrzu:)

Dlatego ja tez mam szanse trochę odespać.

a ze najbardziej na świecie lubię spać i opychać sie słodyczami to znalazłam moje idealne łózko:)

nada się, prawda?:)

dobrze ze od biura odetchnę:)))

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

dziś w pracy mamy audyt wewnętrzny.

przysłali ich właściciele czyli afrykańcy.

Rano dzwoni Paulina z recepcji i piszczy do słuchawki - są już, już są!!! ale ładni, ale ładni.

Pytam - ale co to znaczy ładni?
Paulina - no tacy ładni, jeden taki ciemny, drugi jasny. super, jak malowani.

Przyjęłam do wiadomości i stwierdziłam ze i tak muszę sie z nimi spotkać wiec ocenię przy okazji.

kilka minut później przyszedł do nas szef kontrolingu i mówi:

"dziewczyny są już audytorzy. całkiem ładni!"

I tu się zastanowiłam - jak to facet mówi, że inni faceci są ładni???:)

no i w końcu ich zobaczyłam.

i jakież moje rozczarowanie było gdy stanęło przede mną dwóch młodych facetów.

Jeden dość wysoki, blondyn na żel, w różowej koszuli - typ angielski, nic szczególnego zupełnie.

drugi - hindus, 150 w kapeluszu, zupełnie nie mój typ.

na ulicy patrząc na nich, ładnymi tez bym ich nie nazwała.

No dobrze, muszę być sprawiedliwa - pracuję wśród informatyków - tak są same paszkwile niemalże, przystojniaków nie ma wcale, za to dominują sandały na skarpetki i kraciaste koszule.

I w tym kontekście to panowie rzeczywiście wydają się ładniejsi. ale mi sie nie podobają. wcale.

ale jak mówi stare polskie porzekadło - nie to ładne co ładne tylko co się komu podoba.

Mi sie co innego podoba.

 

Moj typ to facet jak Szymon Bobrowski z wyglądu

i nic na to nie poradzę tak mam, i tacy rzucają mnie na kolana:)

De gustibus est non disputandum…

 

 

 

Tagi: gust
11:20, bombelkowo , życiowo
Link Komentarze (8) »
czwartek, 19 kwietnia 2012

Czuję się dziś strasznie. to musi być ta pogoda. pada, okropnie jest.

jakbym miała mieć grypę. Głowa, mdłości, pęcherz, ogólne rozbicie, bolące mięśnie, zmęczenie - a spałam 7 godzin wiec to bardzo duzo.

Detoks:)

Kawa nie pomogła, cukier nie pomógł, herbata nie pomaga ani redbull.

w pracy rozprężenie bo król wyjechał. I na szczęście. Najchętniej położyłabym się i przespała cały dzień.

przede mną skrypt o technikach diagnostycznych. nie mogę się do niego zabrać. a powinnam. bo czas ucieka nieubłaganie.

potrzebny mi jakiś potężny kop w dupę żeby się zmobilizować.

na naszej firmowej tablicy w kuchni wisi świetny obrazek.

samo życie:)

 

 

 

11:59, bombelkowo , życiowo
Link Komentarze (1) »
wtorek, 17 kwietnia 2012

Trochę się staram zmobilizować.

Wczoraj poszłam spać przed 1. To już lepiej niż o 3.

Wczoraj wydrukowałam tez 60 ankiet i trochę w firmie rozdałam i prosiłam o zrobienie.

Mam jednak niepokojący dla niech temat i spotkałam się z rożnymi opiniami.

Np. ze to na zlecenie prezesa. Ze sprawdzam czy oni lubią pracować.

Ze na podstawie wyników będą zwolnienia.

kurwa!

to moja prywatna praca magisterska.

ankiety są anonimowe, nie jestem w stanie poznać kto którą wypełnił. na wypełnione przygotowałam specjalne pudełko zeby sami wrzucali a nie moimi rękami! chce im zapewnić anonimowość.

a nie mogę robić tego internetowo bo to nie tego typu kwestionariusz.

Musze mieć na papierku.

Praca ma trudny tytuł roboczy, który uwiecznię poniżej:):

"OSOBOWOŚĆ KOMPULSYJNA - OBSESYJNA A TENDENCJA DO NADMIERNEGO OBCIĄŻANIA SIĘ PRACĄ W ASPEKCIE WYNIESIONYCH Z DOMU POSTAW RODZICIELSKICH (PERFEKCYJNY OJCIEC)."

czyli jest to praca o pracoholizmie i tendencjach osobowościowych do popadania w pracoholizm.

jednak jak daje ankietę z 41 pytaniami do wypełnienia nie mogę mówić ze praca będzie o pracoholizmie bo ludzie się będą sugerować odpowiadając na pytania.

I dlatego ten temat w pracy i badania robione właśnie tutaj z mojej pozycji okazują się trochę kichowate:(

ale muszę przebadać około 150 osób i najłatwiej mi właśnie tu w pracy.

tylko nie do końca jestem przekonana ze badanie jest rzetelne...

ale z drugiej strony - zdaję sobie sprawę ze kto nie chce i tak nie wypełni a kto wypełni to chyba rzetelnie a nawet jak nie to i tak jakiś rys psychologiczny naszego zespołu się wyłoni. Przy okazji:):):)

Moim idolem i tak jest nasz prawnik, dumny ojciec piątki dzieci. wziął ankietę i mówi - anonimowy - kurwa jak anonimowy, po ilości dzieci mnie poznasz!!!!:) ( na końcu jest bowiem ogólna metryczka z danymi demograficznymi)

podobnie stwierdziła główna księgowa - przecież ja tu jestem najstarsza, po wieku mnie pani pozna!

ech. orka na ugorze:)

ale coś ruszyło do przodu. nareszcie:)

 

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6