codzieność kołem się toczy...
Kategorie: Wszystkie | ciążowo | kobieco | problemowo | życiowo
RSS
wtorek, 23 marca 2010

do Limu do pani doktor. Cała wyprawa z takim dzieckiem, niemówiąc o bagażach to ile przygotowań. W ostatniej chwili musiałam nakarmic szybko sie ubrac potem załadowac wszystko do samochodu ubrać malucha wsadzic w foteli, fotelik wpiąc do samochodu i jazda. Zanim siadłam za kierownicą byłam juz cala spocona. Ech. I tak na szczeście mama ze mną była i mi pomagała.

Udało sie dojechac na czas i znaleźć nawet miejsce w miejscu gdzie nawet nie marzyłam że zaparkuję. I wszystko by było pięknie gdybym wiedziała jak sie ten magiczny fotelik odpina z wygodnej bazy zainstalowanej przez męza mojego w moim samochodzie. Męczyłam sie i męczyłam w końcu wyjęłam malucha i na rękach do pani doktor zaniosłam. Na szczescie kilka tellkefonów pomogło mi poznac tajemniczy mechanizm działania bazy:) przyjaciólka mi pomogła zasięgając języka u innych mam korzystających z MaxiCosi:)

w przychodni wielkie rozczarowanie całą poczekalnia maluchów a jeden przewijak tylko i nawet nie ma dobrze gdzie usiąść i nakarmić. Kurcze w takim miejscu powinny bytć jakies bardziej intymne kąciki do wyciągania cyca. Czulam sie okropnie ale musiałam nakarmić głodne dziecko.

Pani doktor super, wszytsko ok, tylko pupa troszkę odparzona ale to do przejscia. Mały przytył od wyjścia ze szpitalka az 900 g!!! Bardzo duzo:) znaczy mamy cyc słuzy:)

W tym tygodniu jeszcze otopeda w czawrtek i usg i pobranie krwi w piątek. Czyli przede mną jeszcze dwie takie wyprawy. Pierwsze koty za płoty wiec teraz powinno być tylo łatwiej:)

a ja zaczęłam sobie ćwiczyć powoli zeby odzyskac figure. I kuoiła dzinsy przejściowe:) zadowolona nie jestem ale coś na pupe włożyć trzeba. Wiosna w koncu za pasem:)

19:07, bombelkowo , życiowo
Link Komentarze (3) »
piątek, 19 marca 2010

Na szczescie wiosna przyszła powolutku. Bomy już od trzech ndni spacerujemy. W srode 15 minut wczoraj Pol godzinki a dzxis już cala godzina na powietrzu. Od razu mi się humor poprawia bo od tego siedzenia w domu cholery można dostać, zwłaszcza z braku powietrze, nie mówiąc o braku snu.

 

Minęły trzy tygodnie. Już przysypiam jak mały śpi – pomaga mi w tym niania z monitoringiem oddechu, bo na początku panicznie się bałam ze mały się przydusi i przestanie oddychać.  Teraz przysypiamy sobie razem w nocy miedzy karmieniami.

Zmora to kolki – ale chyba każde dziecko to ma, próbuje testować różne środki pomagające maluszkowi mniej się męczyć, ale ciężko idzie.  W dzień jeszcze jakoś łatwiej to przeżyć niż w nocy. Dzis było spokojnie, al. wczoraj cala noc miałam spacerniak po domu z małym na rekach. To jak gimnastyka niemalże.

Dzis tez po tylu miesiącach pierwszy raz odwiedziłam solarium. Może jak się trochę zabrazowię chętniej spojrzę na siebie w lustro. Pas nadal mnie meczy ale brzuch się wklęsa na szczęście. Tylko te kg nadal SA mimo diety i karmieniaL potrzebuje gimnastyki. Ale jeszcze chwile poczekam żeby rana przestala bolec.

I tak mija dzień po dniu. Mama mi pomaga i nie mogę narzekać. Bez niej byłoby mi bardzo trudno.  Dobrze ze ciepło się zrobiło i ze już coraz cieplej będzie. Może depresja mnie ominieJ

12:45, bombelkowo , życiowo
Link Komentarze (3) »
czwartek, 11 marca 2010

... nadal posiadam. Co prawda juz nie 11 jak na koniec ciązy ale nadal 4 kg za duuzo jest. Nie liczac tych ze trzech - czterech nazbieranych bonusowo przed ciązą. W sumie do zrzucenia mam 8 kg:( żeby byc piękna i dobrze sie czuc:)

karmię piersią ponoć to pomaga w zrzucaniu ale jakoś powoli to idzie. I najgorsze jest to ze nie mam pojecia w co sie mam uboierac. Ciązowe rzeczy wychdza mi juz nisem i w sumie sa za szerokie a niestety moja stara garderoba zwłaszcza dolna jeszcze jest za ciasna. Czyli nie mam co na dupsko włozyć - taki wniosek. Nie chciałabym kupowac nic przejściowego, bo to bez sensu zupelnie. No ale nie wiem czy i kiedy uda mi sie ta oponke na brzuchu i biodrach zrzucić:( Noszę pas poporodowy ściskam brzuch i staram sie wyobrazac sobe ze znów mam jako taka figurę. Jednak wiekszych ubran sobie nie wyobraze niestety i jest kicha:(

Może w koncu bedzie ciplo i bede mogła na spacerki z małym chodzic. Bo na razie jestem zupełnie w domu uwięziona:(

Ot macierzyństwo.

12:28, bombelkowo , problemowo
Link Komentarze (3) »
piątek, 05 marca 2010

Maksymilianek przyszedł na świat 24 lutego o 12.10. Cesarskie cięcie w pełnej narkozie ze względu na kręgosłup. Zobaczyłam go dopiero popoludniu i od razu sie zakochałam. Jest sliczny i taki mój, bo ma mój nosek i czarne długie włoski i jest najpiękniejszym dzieckim na świcie bo moim:)

Sam poród to traumatyczne przezycie i wiem ze nigdy wiecej bym tego przezywac nie chciała więcej. Po 9 dniach macierzyństwo kojarzy mi sie na razie z brakiem snu, zmęczeniem, obolałymi piersiami, samotnoscią, uwięzieniem w domu, płaczem i tak strasznie dłużącymi sie nocami.

Na rzaie malutek jest grzeczny, spi i je , mało płacze czasem jak jest głodny. mam bardzo mi pomaga, nie wyobrazam sobie jak bym miala sonie poradzic bez niej Choc wiem ze w końcu bede musiała:( bo nie moze byc tu ze mną na stale niestety.

dziś wyszłam na chwilę do marketu i byłam tak zestresowana ze nawet nie potrafiłam sie skupic na tym co mam kupic. Ciągle mysl o tej kruszynce w domu, która mnie tak potrzebuje.

przywykne do nowej sytuacji, wiem, tylko potrzebuje troche czasu. I zrozumienia od Adama Bo jakos go nie odczuwam jak na razie niestety:(

dobrze ze wiosna idzie.

Mój kochany syneczek:)

15:48, bombelkowo , ciążowo
Link Komentarze (3) »
wtorek, 10 listopada 2009

smuteczki listopadowe mnie dopadły... ciemno i ponuro, musze sobie pomarudzić...

nic mnie nie cieszy,  ciaza strasznie się dłuży. Juz bym chciała miec ten czas za sobą ;( dzidziuś rypie nózkami gdzie popadnie, na szczescie juz pęcherz nie dokucza ale jak zaczyna w kregosłup to nie moge spać.

A i tak spac mi sie nie chce szczególnie, bo dużo spię i nawet przespana jestem.

Brzych wystaje i czuję się jak wańka wstańka. we wszystkim wyglądam okropnie i ciagle mi duszno.

nie mam się czym zając, wszysti zaległe ksiązki już przeczytałam, studia odsunęłam więc uczyć się nie musze, w pracy nuda, jak co dzień.

Dobrze ze chodze do tej pracy bo w domu zupełnie bym w dół wpadła.

Słodycze sobie sama ograniczam wiec czuje sie dodatkowo nieszcześliwa.

Mąz mnie denerwuje wyjątkowo. wszystko źle robię, np źle wstawiam naczynia do zmywarki i kubek się obił. I to oczywiśice moja wina. Po pierwsze róznie dobrze on mógł go wstawić, po drugie a nawet jak sie obił to co, to jakiś beznadziejny kubek, których mamy kilkanascie w domu. Najgorsze jest znosić ten jego ton - pretensjonalny, a gdy coś mu odwarknę zaraz na mnie naskakuję, ze jestem agresywna i nie da sie ze mną rozmawiac. Tylko ze on nie pomysli nawet na moment co ja czuje jak on każdy mój ruch krytykuje. generalnie przestałam sie odzywac, żeby nie wybuchnąc i nie denerwowoac się bez sensu.

Dziś zaczynam weekend tak naprawde, bo wzięłam czwartek i piątek wolny. Musże jechac do Krakowa, gdzie chyba umrę z nudów, bo mój mąz zamierza mały remont i będzie malował. a ja bede sie patrzyła na niego. Ta nuda najbardziej mnie przygnębia. a ponoć inteligentni ludzie sie nie nudzą:) widcc głupiam jak but:)

no to pomarudziłam sobie... czasem musze:)

Milszego dnia:)

 

12:15, bombelkowo , ciążowo
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 listopada 2009

wczoraj znów widziałam synka swojego, wierci sie niemiłosiernie:) ale ja juz to czuję ze sie kręci i czuję się spokojniejsza. Bo coraz bardziej jestem świadoma ze jest w moim brzuchu i jeszcze chwila i będzie z nami:)

No ta "chwila" potrwa jeszcze do drugiej połowy lutego ale już bliżej niż dalej;) brzuch rośnie, waga umiarkowanie na szczęście i oby tak dalej. Przeszłam już pierwsze zapalenie pęcherza i wiem jakie to upierdliwe w ciąży, zwłaszcza ze mały nie ma litości dla mamusi i boksuje w pęcherz jak najęty:)

Ponieważ poprzedni tydzień wagarowałam w pracy, głownie przez pęcherz odpoczęłam bardzo. I stwierdziłam ze jednak musze trochę popracować bo inaczej umieram z nudów;) więc turlam się co rano, mój brzuch i ja;) tylko czasem bym pospała dłużej zwłaszcza ze tak zimno wstrętnieJ

Przeczytałam w końcu Dom nad rozlewiskiem i nie mogę sie nadziwić jak można napisać 500 stron w zasadzie o niczymJ nie mowie ze mi się nie podobało ale pod koniec czułam się zirytowana i wiem ze drugiej i trzeciej części już nie przeczytam. Pierwszą chciałam sprawdzić dlaczego to taki bestseller ze az serial nakręciliJ

miłego dniaJ

11:18, bombelkowo , ciążowo
Link Komentarze (1) »
sobota, 31 października 2009

4 miejsca, w których mieszkałam: Lublin, Poznań, Kraków, Warszawa

4 miejsca, do których lubię wracać: Trójmiasto, Chorwacja - Dalmacja, Lublin, Kazimierz Dolny

4 ulubione potrawy: alpejskie ptasie mleczko , pasty w każdej postaci, sałatki, buraczki zasmażane

4 potrawy, których nie znoszę: falki, watróbka, schabowy, sznycel krwisty:)

4 pasje: psychologia, odchudzanie, czytanie, ruch na świezym powietrzu

4 seriale lub programy, które oglądam: Gotowe na wszystko, M jak milosc, Jak dobrze wyglądac nago, fakty TVN

4 rzeczy do zrobienia: urodzić Maksa, wychować go na porządnego człowieka, schudnąc po ciązy, skonczyć psychologię i zostać psychoterapeutą

4 ulubione filmy: Podwójne życie Weroniki, Joe Black, Cztery wesela i pogrzeb, Lejdis

4 wykonawców muzyki: Sade, Kayah, Ania Dąbrowska, Pet Metheny Group

4 rzeczy, które robię po włączeniu Internetu: poczta, dzienniki TS, stan konta bankowego, czasem nasza-klasa;)

Aż czterech osób nie mam ale może Ty Holly sie skusisz:)))

Pozdrawiam:)

12:36, bombelkowo , życiowo
Link Komentarze (2) »
wtorek, 20 października 2009

BYłam na usg połowkowym tydzień temu i wszystko jest pięknie. Tzn jak na razie, boję się ekscytowac za bardzo.

Maksiu ma 400 g i wierci sie okropnie, i chyba juz cos czuję choć rudno mi powiedziec. Wrazenie jakby ktoś mnie pukał od środka w brzuch:) niezaleznie jak to brzmi:))) na razie upejam sie tym uczuciem choć wiem ze jak zaraz mi zacznie naparzać po nerach to dopiero będzie.:)

Zmartwiła mnie inna rzecz. Jak lekarz mnie zobaczył to powiedział ze ma  duzy brzuch i smiał sie ze jak ciąza bliźniacza i zaczął mówić ze powinnam mniej jesc, zeby nie przytyc 20 kg i nie miec problemów i takie tam

I nic by w tym nie było dziwnego ale jestem w 21 tygodniu i przytyłam 6 kg. I wydawało mi sie że to nie jest jakoś dramatycznie dużo:( sama jak patrze na siebie to te kg widze głownie w brzuchu i cycach a biodra czy nogi mam ok:( zmartwiłam sie bardzo - bo to drażliwy temat dla mnie straszliwie. I od tygodnia ciągle sobie czegoś odmawiam. Staram sie jesc malo, ale ciągle mam nad sobą taki bat przymusu i boję się wejsc na wage:(

Cale zycie sie odchudzalam i myslalam ze w ciazy zrobie sobie przrwe a tu kicha:( znów musze liczyc kazdy kęs:( wiem ze to dla mojego dobra, bo przeciez łatwiej mi bedzie wrócic do siebie po porodzie ale czuje potowrny dyskomfort. Bo po tej wizycie poczułam sie jak mały tucznik i mam wyrzuty sumienia nawet przy jabłku:(

Czy w połowie ciązy 6 kg to rzeczywiście tak duzo?? a jak u Was było?

strasznie sie podłamałam. Teraz za dwa tygodnie mam wizyte, przeciez jak by zobaczyla ze nie daj bosze przytylam z kg to znów bedzie wyklad:( az sie zestresowalam:)

12:06, bombelkowo , ciążowo
Link Komentarze (2) »
wtorek, 13 października 2009

dni mijają powoli, bardzo wolno w pracy szybko w domu. co za ironia;) brzuch rośnie, nie dopinam się w żadnym z płaszczyków jesiennych ani zimowych - musiałam zakupić kurtkę dla kobiet w ciązy wielkości namiotu:) czuje sie jak wańka wstańka;)

dobrnęłam do półmetka, dziś mam usg połówkiwe, co mnie cieszy niezmiernie, bo nic jeszcze w środku nie czuje, a jak nie czuję to sięmdenerwuje czy wszytsko ok, bo chyba juz powoli powinno chić raz kopnąc mamusię:)

kopie chyba po kregosłupie jedynie, bo srasznie mi doskwiera, szczególnie na siedząco trudno znaleźć dobra pozycje i w nocy tez niby lezę ale w każdej pozycji źle. Ao przecież jeszcze kco najmniej kilkanaśie tygodni ( stawiam na okolo 18) i będzie już tylko gorzej.

Do pracy się turlam ale nudzi mi sie strasznie i nie chce mi sie jak cholera. moze powinnam rzucic to w diabły i zacząć leniuchowac? ale pogoda wstrętna i co ja bede robić całymi dniami:) i tak źle i tak niedobrze. Babie w ciązy nie dogodzisz.

A. ciągle sie smieje ze mam nowe hobby - chorobby:) bo ciągle stękam ze mnie tu boli, tu gniecie, tu przeszkadza:) na co ja mam argument koronny, ze moze zechgciałby sie z emną zamienic i sam sie przemieniać w hipopotama noszac naszego synusia:) nie chce sie zamienic cwaniak:)

oby dzis na wizycie było wszystko ok, miałam okropne sny, ze podswietlają mi brzuch i tam widac takie ruszające sie maleństwo:)

11:43, bombelkowo , ciążowo
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 września 2009

zawsze w mojej rodzinie wszyscy powtarzali ( i to nie tylko kobiety)  że jak się snią żeby to pewna śmierć w pobliżu.

I w nocy gdy zmarła moja babcia kilkanaście lat temu a ja z tatą byłam na wakacjach tato opowiadał ze w nocy śniły mu się wypadajace zęby.

Gdy poroniłam rok temu tez śniła mi się buzia pełna krwi i zębów( moja buzia:)

I wczoraj śnił mi się mój 3 - letni siostrzeniec któremu wypadła jedynka. I dziś zadzwoniła moja siostra że poroniła. Płód umarł.

A ja mam wyrzuty sumienia. Bo nakrzyczałam na nią. Wtedy nie teraz, za ten brak odpowiedzialności. I problem sie rozwiązął sam:( jednak chyba nie powinnam była nic mówić. głupio mi jakoś:(((

12:09, bombelkowo , ciążowo
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3