codzieność kołem się toczy...
środa, 22 lipca 2015

prowadzę spokojne życie. Ciągle sobie powtarzam - spokojnie, to tylko praca, spokojnie to tylko nieudane małżeństwo, spokojnie to tylko moje wymysły itp itd... nieustannie rozmawiam sama ze sobą. takie ja i moje ego, bardziej w sumie freudowskie superego inaczej krytyk wewnętrzny. dopuszczam wtedy do siebie emocje. to trudne, bo o wiele łatwiej jest je wypierać, odsuwać nie zagłębiać się. bo zagłębianie boli. bo spotkanie z tym co czuje naprawdę bywa frustrujące chociaż czasem oczyszcza. czasem komplikuje. chciałabym mieć te chwile żeby się oczyścić. żeby się uspokoić. doprowadzić moje OPA do stanu równowagi optymalnej. Bo rozchwiane jest kurewsko ostatnio. i tak naprawdę na własne życzenie. moje własne życzenie.

szukam źródła. źródło jest. to paniczny strach przed oceną. niskie poczucie wartości. umniejszanie. minimalizowanie. wyolbrzymianie porażek. kurwa jaka ja jestem mądra. tylko nic mi z tej mądrości nie przychodzi. zupełnie nic.

co z tego ze wiem jak postępować na poziomie poznawczym jak poziom emocjonalny mnie blokuje lub rozstraja. chciałabym  zdobyć taką złotą receptę i dowiedzieć się jak nad sobą zapanować. bo zapanować bym chciała. bardzo. w każdym aspekcie życia.

muszę / powinnam znaleźć siłę aby:

* zmienić swoje życie i żyć w zgodzie ze sobą

* zmienić swoją sylwetkę

* zmienić swoje nawyki

* być twardą a nie miękką kluchą

* przestać się bać

 

super. ale jestem kozak. wypisałam sobie pobożne życzenia.

Pomogło?

nie.

 

 

Tagi: spokój
16:00, bombelkowo , chujowo
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 lipca 2015

 

 

nie ma Cię gdy wszystko łamie się na pół... jak śpiewa Pezet.

myślałam że będzie gorzej ale było ok.

tylko ani chwili spokoju. jeszcze dwa tygodnie oddechu i to samo przede mną.

uzmysłowiłam sobie że to jest właśnie to czego chcę, jestem tylko sfrustrowana, ze za tak dużo dostaje się tak mało:(

i myślałam ze ten zjazd z eksperta do ucznia będzie mnie bardziej deprymował. ale nie. wręcz uczy mnie dystansu. to fajne. chociaż podziwiam i zazdroszczę punktu w  którym są już te osoby.

i z taką przyjemnością wracałam do pracy popołudniami. mimo natłoku obowiązków.

w tym wszystkim pojawiły jeszcze inne okoliczności które znacznie wszystko skomplikowały. poczułam znaczny regres. okropnie nieprzyjemny.

czyli tak jak w życiu. normalnie.

jestem tylko nadal wkurwiona na siebie że wiszę, jakby zawieszona w przestrzeni. a powinnam działać. wiem ze co nagle to po diable. ale kurwa. życie mi ucieka. obudzę się z ręką w nocniku, kolokwialnie rzecz ujmując. i nie wiem co jest trudniejsze. sama zmiana czy tak silna jej świadomość:(

i w najtrudniejszych momentach sobie powtarzam - jak nie teraz to kiedy? będziesz tego żałować. możesz nie dostać drugiej szansy. to stresujące ale czasem działa i pcha do działania, trochę wbrew samej sobie.

 

Tagi: chujowo
12:42, bombelkowo , życiowo
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 maja 2015

i mam tyle złych myśli w sobie ze chce mi się płakać.

i tyle frustracji.

i jedno ich źródło.

może przesadzam. może gdyby tego źródła nie było to znalazłabym inne? nie wiem.

ciągle próbuję tą atrybucje zewnętrzną przekuć na wewnętrzną. zgłębiam sie w sobie i szukam.

wszystko co robię robię wbrew sobie. bo to nie jest ten czas i to miejsce.

i co najważniejsze. to nie jest ten człowiek:( ten mnie niszczy i zabija wszystko co próbuje w sobie mieć pozytywnego. ciągnie w dół. a przeciez to nie na tym polega. ja potrzebuje skrzydeł nie kuli u nogi.

mam ochotę uciekać, daleko, bardzo daleko. gdyby nie Maks dawno by mnie tu nie było. to dlaczego nie uciekam? bo jestem tchórzem. nigdy nie będzie dobrego czasu i miejsca. i tak zmarnuje swoje życie:(

pierdolę takie życie:(

 

 

Tagi: chujowo
10:40, bombelkowo , problemowo
Link Komentarze (1) »
piątek, 22 maja 2015

dziś robimy babską imprezę. chata wolna więc tak sobie wymyśliłam ze fajnie by było z dziewczynami się spotkać i napić, jako że to napicie chodzi już za mną od dawna a okazji nie było. to ma być dla mnie taki restet nie wiem czy się uda ale zawsze warto próbować:)

wpadłam dziś na fajny artykuł dotyczący badań jak alkohol wpływa na seks. Kompletnie nie ma to związku z imprezą jako ze babska jest ale temat całkiem na miejscu:) bo mnie osobiście alkohol rozbudza. może dlatego ze przesuwa granice. ale muszę tego chcieć. może to rzeczywiście fenomeny efektu HALO?:)

Poniżej cytat z fejsbukowej strony Terapii Uzależnienia i Współuzależnienia:

"Związek pomiędzy piciem alkoholu a seksem wyraża się w wyznawanym przez wielu ludzi przekonaniu o tym, że alkohol ma moc afrodyzjaka. Czy tak jest rzeczywiście?

Fragment artykułu Marty Jakubiak–Głowackiej - "Alkohol a seksualność kobiet i mężczyzn"

Wpływ alkoholu na zachowania i obyczaje seksualne obserwujemy od tysiącleci, o czym mówią choćby wzmianki zebrane w mitologiach wielu kultur, czy też te, które odnajdujemy w religiach świata. W uproszczeniu można powiedzieć, że związek między seksem i alkoholem istniał od zawsze.

Na co dzień można go dostrzec w języku, bo ujawnia się w często słyszanych powiedzeniach, potocznych porównaniach czy cytatach. W języku polskim funkcjonuje co najmniej kilka kolokwialnych, niezbyt przyzwoitych, powiedzonek na ten temat. Mówi się na przykład „pij, pij, a będziesz łatwiejsza” lub „pij, pij, a nie będziesz mógł” czy też „gdy się pije wino, to amory ino ino”, w pewnych środowiskach pijących alkoholików funkcjonuje wulgarne powiedzenie „baba pijana, d… sprzedana”, a tekst popularnej piosenki głosi „Hej Ziuta, ja wiem, że nie ma brzydkich kobiet, tylko wina czasem brak”.

Również w literaturze znaleźć można stosowne odniesienia, np. Szekspirowi przypisuje się słowa „picie budzi pożądanie, lecz odbiera wykonanie”. Zbigniew Lew–Starowicz (2004, str. 31) przywołuje natomiast powiązane z powyższym tematem teksty biblijne: „Noe pijąc wino, upił się i obnażył w namiocie swoim” czy „Nie upijajcie się winem, bo to prowadzi do rozwiązłości”.

Z przytoczonych powyżej powiedzeń i cytatów wynikałoby, że picie alkoholu wpływa zarówno na doświadczane pożądanie, realizację potrzeby seksualnej, postrzeganie czyjejś seksualnej atrakcyjności czy przekraczanie normy seksualnej. Te teksty dostarczają informacji zarówno o pozytywnym, jak i negatywnym wpływie alkoholu na seksualną sferę życia człowieka, przy czym przeważają opinie negatywne.

Badania naukowe wskazują właśnie na taki dwoisty wpływ picia alkoholu na seksualność człowieka. Podobnie wyniki badań przytoczone w niniejszym artykule wydają się potwierdzać niektóre z tych cytowanych powyżej „praw” funkcjonujących w dziełach dziedzictwa kulturowego czy w zwykłym, codziennym życiu, innym natomiast przeczą.

Temat seksu czy też seksualności rzadko przewijał się podczas mojej pracy terapeutycznej z osobami uzależnionymi od alkoholu, bo przecież trzeba zająć się głodem alkoholowym, zaleceniami, programem HALT, emocjami, nawrotami, stresem – tysiące racjonalnych wymówek, a seks to przecież niełatwy temat, szczególnie dla młodego terapeuty. Dwa lata (zakontraktowanej zazwyczaj w przychodniach NFZ) pracy terapeutycznej szybko mijają i często problemy natury seksualnej, jakich doświadcza ta grupa pacjentów, w ogóle nie zostają poruszone.

Z czasem zaczęłam rozumieć, że niekiedy decyzja przyjścia do przychodni leczenia uzależnień czy nawet zaprzestania picia może brać się także z chęci poradzenia sobie z problemami natury seksualnej. Do zrozumienia tego przyczynił się szczególnie jeden pacjent, który już na pierwszym spotkaniu ujawnił, być może trochę nieporadnie, swoją główną motywację do leczenia.

Przytoczę tę historię:
Na spotkanie diagnostyczne przyszedł mężczyzna w średnim wieku, mieszkaniec poznańskiego Łazarza (jedna z tych dzielnic Poznania, które cieszą się tzw. złą sławą, na jej terenie zresztą mieści się przychodnia). Nazwijmy go Krzysztof. Mężczyzn o jego aparycji kolokwialnie określa się mianem „dres”. Jak zawsze, zapytałam o powód przyjścia do przychodni odwykowej. Powiedział wtedy zagadkowo:
– Bo ja mam tam wątrobiankę. Chyba od piwa i wódki.
– Czy chodzi o to, że od alkoholu ma Pan problemy z wątrobą? – zapytałam.
– Nie mam żadnych problemów z wątrobą, tylko mam TAM wątrobiankę. (Słowo „tam” podkreślił znaczącym spojrzeniem) – No, mam miękko po prostu – dodał.
Wciąż nie rozumiejąc, zapytałam:
– Gdzie?
– No tam – odpowiedział, po czym zapadła chwila ciszy.
– Czy mógłby mi Pan wytłumaczyć, o co chodzi? Czy o jakąś część ciała, która po alkoholu jest uszkodzona? – nie dawałam za wygraną.
Mężczyzna pokiwał głową i pokazał palcem na rozporek. Dopiero wtedy zrozumiałam.
– Czy Pana gest oznacza, że ma pan problemy ze wzwodem i wiąże to z nadmiernym piciem? – zapytałam.
– Z czym mam problem? – teraz to on zdawał się nie rozumieć.
– Powiem najprościej, jak potrafię, proszę wybaczyć potoczny język – czy chodzi o to, że penis nie staje Panu tak, jak powinien, i obawia się Pan, że to od alkoholu?
– Dokładnie o to mi chodziło! – odparł z wyraźną ulgą. W końcu się zrozumieliśmy.
Był to pierwszy pacjent, który tak szczerze i otwarcie już podczas pierwszego spotkania wyjawił swoją „seksualną” motywację do leczenia. Jestem przekonana, że do tamtego czasu spotkałam w przychodni o wiele więcej osób zaniepokojonych zmianami, jakie zaszły w ich seksualności. Pewnie po prostu nie mówili o tym lub nie robili tego w sposób tak otwarty jak wspomniany Krzysztof, a ja nie pytałam. W obliczu problemu alkoholowego pacjentów, byłam zupełnie ślepa na ich problemy seksualne, a te – jak się okazuje – występują często.

Zbigniew Lew–Starowicz (2000, str.27) ocenia, powołując się na własne badania, że zaburzeń seksualnych doświadcza 50% uzależnionych od alkoholu kobiet i 61% mężczyzn. Wskazuje ponadto na tzw. seksualne motywy picia alkoholu (2000, str. 27), są to:
- traktowanie alkoholu jako substytutu pieszczot;
- traktowanie alkoholu jako afrodyzjaka;
- wyciszanie za pomocą alkoholu lęku przed seksualnością, drugą płcią, problemów z rolą seksualną;
- prowokowanie zainteresowania sobą;
- tłumienie i wypieranie własnych potrzeb seksualnych;
przełamywanie nieśmiałości i dodawanie odwagi w relacjach erotycznych.

Wydaje się, że warto poznać charakter związków istniejących pomiędzy spożywaniem alkoholu a seksualnością kobiet i mężczyzn, choćby po to, by łatwiej było rozpoznać i zrozumieć trudności w tej materii doświadczane przez naszych pacjentów, a co za tym idzie – sprawniej dobrać czy też znaleźć dla nich adekwatną ofertę dalszej pomocy.

Zarys zagadnienia
Alkohol etylowy jest substancją, która w zależności od spożytej dawki wywołuje najczęściej konkretne i przewidywalne skutki doświadczane subiektywnie i obserwowane obiektywnie na płaszczyźnie fizycznej, psychicznej i społecznej. Alkohol rozpuszcza się w wodzie i szybko dyfunduje przez warstwy nabłonkowe, stąd dociera do wszystkich tkanek ciała, a pokonując barierę krew–mózg zmienia funkcjonowanie ośrodkowego i autonomicznego układu nerwowego (Cierpiałkowska, Ziarko, 2010, str. 29). Największe zaburzenia w przebiegu procesów psychicznych i zachowaniu obserwuje się w pierwszej godzinie po spożyciu alkoholu – w tym czasie alkohol wywiera na OUN najbardziej hamujący wpływ. Chociaż pod względem farmakologicznym określa się alkohol jako substancję sedatywną (tłumiącą), to z drugiej strony alkohol uaktywnia system neuroprzekaźników w obrębie tzw. ośrodka nagrody, który odpowiada zarówno za tłumienie jak i pobudzenie (ibidem, str. 30).
Picie alkoholu wpływa rozmaicie na zachowania seksualne. Bancroft (2009, str. 420) pisze, iż uważa się powszechnie, że alkohol wzmaga doznawanie przyjemności seksualnej lub przynajmniej obniża zahamowania seksualne, zwiększa również prawdopodobieństwo podejmowania nieodpowiednich, ryzykownych czy agresywnych zachowań seksualnych. Hamujące działanie alkoholu wydaje się powodować niejako podwójny efekt: jego tłumiący wpływ na fizjologiczne (obiektywne) odpowiedzi organizmu będzie powodował raczej spadek aktywności seksualnej czy trudności w jej realizacji, natomiast jego tłumiący wpływ na np. psychologiczne zahamowania czy zakazy często wzmaga subiektywnie odczuwane pożądanie i ochotę na seks.
Związek pomiędzy piciem alkoholu a seksem wyraża się również w wyznawanym przez wielu ludzi przekonaniu o tym, że alkohol ma moc afrodyzjaka. Przekonanie to daje podstawę jednemu z ważniejszych seksualnych motywów picia alkoholu.
W małych dawkach alkohol wywołuje także w odniesieniu do zachowań erotycznych efekt nazwany „HALO”. Według Rodgers (1995) oznacza to, że alkohol może zwiększyć aktywność seksualną, kiedy istnieje oczekiwanie, że tak właśnie zadziała. Przy większych dawkach nie ma takiego efektu, ponieważ sedatywne działanie alkoholu powoduje trudności lub nawet uniemożliwia odbycie stosunku, szczególnie mężczyznom. Autorka zwraca uwagę także na fakt, że sposób, w jaki zależność seksu i alkoholu przedstawiana jest w kinie, literaturze czy telewizji, wzmaga odczucie, że alkohol rzeczywiście odgrywa rolę napędu seksualnego i towarzyskiego.

Seksualność człowieka jest pojęciem niezwykle szerokim, wielowymiarowym. Można definiować ją na różne sposoby, jednak tutaj, na potrzeby artykułu, seksualność rozumiana jest przede wszystkim tak, jak opisuje ją John Bancroft (2009, str. 19): „(…) postrzegam seksualność człowieka jako aspekt jego kondycji przejawiający się w postaci pożądania lub pragnienia, towarzyszących im fizjologicznie zdeterminowanych odpowiedzi seksualnych i zachowań prowadzących do orgazmu lub przynajmniej do sprawiającego przyjemność podniecenia, występujących często między dwojgiem ludzi, lecz nierzadko także praktykowanym samotnie.”

W niniejszym artykule opiszę osobno wpływ picia alkoholu na seksualność obydwu płci, ponieważ tak jak kobiety i mężczyzn czasem różni styl picia czy pod pewnymi względami odmienne metabolizowanie alkoholu, tak samo w różny sposób picie alkoholu wpływa na ich seksualność.

(Cały tekst do przeczytania w numerze 2/2015 TERAPIA Uzależnienia i Współuzależnienia)



czwartek, 21 maja 2015

ostatnio wraz z moim kryzysem związanym z wiekiem mam także kryzys związany z pracą. mam 38 lat pracuję już od kilkunastu ale mam wrażenie ze stoję w miejscu. ze nie robię nic takiego co mógłby robić każdy w niczym nie jestem dobra. od zawsze to wiedziałam stąd ten mój pęd do nauki, kolejne studia i ciągły zamiar zmiany zawodu. Tyle ze w tej mojej beznadziejnej pracy coś jednak znaczę i dobrze zarabiam (choć mam wrażenie ze całkiem przypadkowo) i tym sobie tłumaczę ze się jej trzymam choć ambitna nie jest na tyle na ile bym chciała żeby była.

Oczywiście mam o to pretensję tylko i wyłącznie do siebie. Że być może zmarnowałam dobre lata swojego życia żeby być jednak kimś innym niż jestem i mi się nie udało. Mój mąż oczywiście twierdzi ze to moja wina ze ludzie mnie nie lubią i dlatego. Widocznie nie daje się lubić:( z drugiej strony ten moj okropny perfekcjonizm sprawia ze niezależnie jak mało ambitne mam zajęcie chce je robić najlepiej jak potrafię, ktoś, mam nadzieje to docenia i dlatego stoję w miejscu.

Gdybym mogła cofnąć czas... ech. nie zmarnowałabym tych lat. bo byłabym pewniejsza siebie. bo zamiast płynąć z nurtem zrobiłabym cos co naprawdę chce robić. a teraz? teraz mi ciężko:( nie mam tyle czasu by moc połączyć pracę za pieniądze ze stażem i wolontariatem. Okropnie mi z tą myślą ze żeby robić to co naprawdę chcę muszę zawodowo zrobić wielki krok do tyłu. Z pozycji mistrza cofnąć sie znów do pozycji ucznia. To jest chyba najtrudniejsze.

Musiałam znaleźć się tuż przed czterdziestką żeby zrozumieć ze w życiu trzeba mieć cel. I ze ważna jest miłość, zrozumiałam trzy lata temu, a teraz ze ważne jest by Twój zawód był Twoją pasją. Teraz nie jest. Teraz daje mi chleb i frustracje. dobry chleb, dobrą pozycję i wrażenie że się cofam w rozwoju:(

od 7 lat wiem ze chce być psychologiem, psychoterapeutą i ze to będzie coś co da mi możliwość zaspokojenia ambicji. Malutkimi krokami staram się to realizować. Zrobiłam studia. Zrobiłam kilkadziesiąt kursów. Zrobiła studia podyplomowe. a teraz robię szkołę psychoterapii. W teoretycznym aspekcie jestem wyszkolona w każdą stronę. Brakuje mi praktyki. Bo zwyczajnie jak na razie nie mogłam na to znaleźć czasu. Rok robiłam własną psychoterapię szkoleniową. Dużo mi to pomogło fakt. Łączyłam to z pracą. I teraz doszłam do momentu kiedy bym chciałam połączyć pracę za kasę ze stażem w szpitalu, za który płacić niestety muszę ja.

Moment zmiany. bardzo trudny, bo ciężko mi się wyrwać z tej strefy komfortu. Ale przełamując własne opory zalatwilam staż. I byłam u szefa na poważnej rozmowie ze chce pracować krócej godzinowo aby moc do tego szpitala jeździć codziennie. Ma się zastanowić jak to rozwiążemy. Czekam na decyzję. Staż już zalatwilam opłaciłam i odwrotu nie ma. na razie miesiąc. Ale to już zawsze miesiąc do przodu. I prawie sto godzin z 360 jakie muszę mieć do certyfikacji.

tylko gdzieś w tym wszystkim mi energii brakuje. takiej zwykłej. do życia codziennego.

 

piątek, 15 maja 2015

to chyba ta pogoda taka depresyjna.

tak nie wiem co ze sobą zrobić przez kolejne dni i godziny aż mnie wszystko boli w ciele.

i ciągle myślę sobie co bym chciała. myślę i myślę tylko jakoś nie mogę ruszyć dupy żeby cokolwiek zrobić i coś się zadziało.

bo ja bym chciała:

* być lepszą matką

* być lepszą zoną

* być lepszą pracownicą

* być lepszym psychologiem

* być lepsza dla innych ludzi

* być lepsza dla siebie

* być bardziej wysportowana

* być zdolniejsza

* być szczuplejsza

* być lepszą wersją siebie...

 

mogłabym tak wyliczać i wyliczać. tylko tak naprawdę lepszą od kogo? od siebie samej tu i teraz? od ideałów?

sama w sobie się gubię. zupełnie.

przejebane...

 

Tagi: chujowo
16:58, bombelkowo , problemowo
Link Dodaj komentarz »

jakie małżeństwo taka rocznica:(

środa. nikt nic nie wspomniał od rana. ani ja ani on.

moje poczucie przyzwoitości (czyt. superego) podpowiadało mi że może powinnam coś powiedzieć coś kupić ale rozsądek mówił: po co? nie kochasz go, nie zależy Ci, po co podtrzymywać pozory?

wygrało nabyte w toku wychowania żmudnego poczucie jednak, wstąpiłam do cukierni kupiłam tort. ten ulubiony. bardziej jego niż mój.

wrócił, nawet nie zauważył. coś napomknęłam, coś burknął. Tort psuje się w lodówce.

I to by było na tyle.

 

Tagi: rocznica
13:35, bombelkowo , życiowo
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 maja 2015

Jedną z rzeczy jaka bardzo mocno mi utkwiła w głowie po wykładzie z różnic indywidualnych było tzw OPA czyli optymalny poziom aktywacji. Od tamtego czasu stale monitoruję własne OPA i staram się je trzymać na stałym właśnie optymalnym poziomie.

Wg mądrych książek optymalny poziom aktywacji jest podstawową potrzebą człowieka, bo wtedy ma on dobre samopoczucie i efektywnie wykonuje zadania o średnim poziomie trudności. Oczywiście każdy ma inaczej. i do dziś mi się to myli czy ja jestem nisko czy wysoko - reaktywna:)

Kiedyś wydawało mi się że nisko reaktywna, bo potrzebowałam bodźców i wrażeń, nuda mnie zabijała, a teraz zdecydowanie uważam się za wysoko reaktywną. Każde najmniejsze wydarzenie nie zaplanowane przeze mnie, zaskakujące mnie, wybija mnie z mojego OPA i sprawia ze kompletnie nie mogę logicznie myśleć. a co więcej - wywołuje silny lęk którego podłoża zupełnie nie rozumiem:(

i taki lęk dopadł mnie dziś. jestem mądra więc już wiedziałam że coś mnie z OPA wytrąciło. siadłam i zaczęłam myśleć co. dostałam maila z ofertą pracy a ja nie wiem czy chce iść do takiej pracy, bo przecież planuje szpital i tu mnie nikt do końca roku nie wyrzuca:( z drugiej strony może to szansa na coś fajnego i ją stracę? nie wiem. po drugie miałam poranne nieprzyjemne rozmowy z panem mężem i to tez mnie jakoś wytrąciło. Cały czas sobie tłumacze ze nie możemy zmieniać innych możemy zmienić tylko siebie. i ja nie chce go zmieniać, mam go ogólnie gdzieś ale nie lubię jak mnie ktoś z mojego OPA wytrąca. a potem dostałam propozycje na poniedziałkowy poranek, zawodową oczywiście i jakoś mi głupio, że może nadwyrężam czyjąś uprzejmość. choć o nic nie prosiłam. Ech.

to wszystko wraz z tysiącem malutkich rzeczy dookoła i moim słabym stanem psychicznym ogólnie (jako staruszki) sprawiło, ze dzis prawie nic konkretnego nie zrobiłam i ze czuje silny lęk, którego podłoża zupełnie nie rozumiem.

i nawet ten wpis taki bez ładu i składu. porażka piątkowa. zupełna. idę więc na pociąg.

 

czwartek, 07 maja 2015

Zdaje sobie sprawę że sami kreujemy swoje nastroje i wszystko zależy od spojrzenia na sytuacje, czy jest pozytywna czy negatywna. Teorię to ja znam aż nader dobrze. Jeśli chodzi o praktykę to już nie jest tak różowo:(

Ostatnio wbiłam sobie do głowy ze już jestem stara. Na tyle stara ze nic mnie już nie czeka. Na tyle stara, że straciłam wszelkie szanse. Na tyle stara, ze zaczynanie nowego zawodu od nowa dołuje mnie zupełnie. Na tyle stara, ze niewidzialna (kiedyś coś takiego przeczytałam i strasznie utkwiło mi w głowie).

Cały czas pytam sama siebie o co mi właściwie chodzi. Ze obiektywnie patrząc nie jest tak źle. Bo przecież nie jestem zapuszczoną prawie 40latką. Staram się jakoś trzymać, dbać, zmarszczki mnie jeszcze nie pokryły całej. wazę tyle co 6 lat temu jak mi się wydawało ze jestem jeszcze młoda:)

a jednak coś gryzie.

Jakiś czas temu miałam taki sen. spotkałam swojego byłego chłopaka, takiego co kiedyś był długo i na poważnie ale jakoś się na koniec nie poskładało. Spotkałam go  siedzieliśmy i rozmawialiśmy. I on mi powiedział: Ty już jesteś stara, masz prawie 40 lat i małe dziecko, nikt już Cie nie zechce. I zgodnie z moim schematem wyniesionym z dzieciństwa łyknęłam to złośliwe stwierdzenie jak pelikan, biorąc je do siebie i  bardzo mocno i bardzo się tym zmartwiłam. w tym śnie i na jawie też. i chyba w podświadomości zostało, skoro teraz podgryza od dołu. a podgryza w momencie, gdy zostawiam stare życie bo chce zacząć nowe. Gdy wychodzę ze strefy komfortu, żeby zrobić coś w końcu po swojemu, z pasją, nie z przymusu.

Bo na starość zrozumiałam, że po pierwsze, gdzieś może do końca nie wykorzystałam szans jakie dawała mi młodość, a po drugie że nie mogę tak sobie przeżyć życia tylko muszę mieć coś, jakiś cel, żeby nie zwariować.

A ostatnio czytałam, że były robione badania podłużne, trwały 75 lat, na temat tego co dla ludzi w życiu jest najważniejsze, co daje im napęd. I okazało się, że nie pieniądze, kariera czy pasje. ale miłość. I to chyba martwi mnie najbardziej...

12:54, bombelkowo , kobieco
Link Komentarze (1) »
środa, 06 maja 2015

Brzmi jak tytuł filmu niemalże:)

12:31, bombelkowo , życiowo
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9